Pod koniec marca tego wyjątkowo obfitego w śnieg roku 2018 (oczywiście patrząc na warunki lat ubiegłych) odbyło się w Pięciu Stawach Polskich szkolenie narciarskie poprowadzone przez niżej podpisanego. Szkoliła się sama elita, po prostu śmietanka naszej znakomitej Alma Mater Uczelni a zarazem jej znakomitego syna, Wydziału Turystyki i Rekreacyji – znana i lubiana Turystyka Przygodowa.

Nie tylko aura, ale i same góry były dla nas łaskawe i wbrew temu o czem wiemy, że w górach przytrafić się może… zarządzania ryzykami i bezpiecznego po Tatrach łazikowania uczyliśmy się z licznemi sukcesami i bez widocznych porażek. Pisać o tym wiele nie trzeba, a o lepszy komentarz niż słowa samego Józefa Oppenheima trudno. Oddajmy więc głos jemu:

“ (…) Niejeden przeczytawszy powyższe uwagi, być może podrapie się filozoficznie w głowę i pomyśli: do licha, czyż warto tym wszystkim niebezpieczeństwom zaglądać w oczy? Zapewne – życie narciarza tatrzańskiego nie jest romansem, ale znów w gruncie rzeczy nie jest tak źle!… Dla bezstronnej prawdy, wypadało wszystkie grozy tu wyłuszczyć, ale w rzeczywistości różnie bywa.  Można tydzień po Tatrach łazikować, szreni nie uwidzieć, niedźwiedzia nie spotkać, lawiny nie posłyszeć a co najwyżej, nieprzyzwoicie się opalić.” (J. Oppenheim, Szlaki narciarskie Tatr Polskich i główne przejścia na południową stronę, Nakładem PZN, Kraków 1936)

Zanim jednak się opaliliśmy (nieprzyzwoicie), warto przypomnieć, że niektórzy na podejściu do Stawów mocno mnie w duchu przeklinali, pewnie kusiła ich droga powrotna do domu a na koniec dnia sami siebie pytali, jakież to licho ich tu przywiodło?! ;-)

GALERIA ZDJĘĆ

Wojciech Swędzioł